Fine Wind, Clear Morning (Red Fuji) by Katsushika Hokusai, 1831

Czerwona Fudżi (Pomyślny wiatr, pogodny ranek)

To nie jest obraz. To odbitka — jedna z setek wykonanych z tych samych klocków drzeworytniczych i sprzedawanych w Edo za cenę porcji makaronu. Egzemplarze są dziś w Nowym Jorku, Londynie, Chicago, Tokio i Krakowie. Żaden nie jest oryginałem w sensie, w jakim myślimy o obrazie, i każdy wygląda trochę inaczej.

Najważniejsze fakty

  • Artysta: Katsushika Hokusai (1760–1849)
  • Tytuł japoński: Gaifū kaisei (凱風快晴)
  • Rok: ok. 1830–1832
  • Technika: drzeworyt barwny nishiki-e (ukiyo-e)
  • Wymiary: ok. 25,7 × 38 cm (format ōban, orientacja pozioma)
  • Seria: Trzydzieści sześć widoków góry Fudżi
  • Nurt: ukiyo-e
  • Gdzie szukać: odbitki m.in. w Metropolitan Museum, British Museum, Art Institute of Chicago, Muzeum Narodowym w Krakowie

Dlaczego to nie jest „obraz”

Warto zacząć od tego, bo zmienia wszystko.

Drzeworyt ukiyo-e powstawał w czteroosobowym zespole. Wydawca zamawiał serię i ponosił koszty. Artysta rysował wzór tuszem na cienkim papierze. Rytownik naklejał rysunek na klocek wiśniowy i wycinał linie — niszcząc przy tym oryginalny rysunek. Drukarz przygotowywał osobny klocek dla każdego koloru i odbijał je kolejno, ręcznie, na wilgotnym papierze.

Hokusai narysował kompozycję. Reszty nie dotykał.

Nakład pierwszego wydania szedł w setki, a popularne wzory dodrukowywano latami — dopóki klocki się nie zużyły. Późniejsze odbitki są wyraźnie słabsze: linie grubieją, kolory tracą precyzję.

Dlatego przy tym dziele nie pyta się „gdzie jest oryginał”, tylko „która to odbitka”.

Dwie wersje tej samej góry

To najciekawszy fakt o tej pracy, a pomija go większość opracowań.

Wczesne odbitki mają ciemniejsze, bardziej ceglaste zbocze i wyraźny gradient nieba. W najwcześniejszych stan lasu u podnóża jest drobniej wyrysowany, a chmury wyraźniejsze.

Późniejsze wydania wyszły jaśniejsze i bardziej jednolicie czerwone. To właśnie one ukształtowały popularny obraz „Czerwonej Fudżi”.

Istnieje też osobna wersja z tej samej serii — Sanka hakuu, „Burza pod szczytem”, zwana Czarną Fudżi. Ta sama góra, to samo ujęcie, ale w burzowych, ciemnych barwach, z błyskawicą u podnóża. Hokusai pokazał ten sam kształt w dwóch pogodach.

Co czyni tę pracę tak wyjątkową?

Większość pejzaży coś opowiada. Ten milczy. Nie ma ludzi, zdarzeń ani narracji. Jest góra, niebo i las.

Kompozycja opiera się na jednym pomyśle: przekątna zbocza przecina kadr od dołu z lewej po prawy górny róg, a wszystko inne jest tłem dla tej linii. Nie ma perspektywy zbieżnej, nie ma cieni modelujących bryłę. Głębię buduje wyłącznie gradacja koloru.

Ta redukcja — płaska plama, mocna przekątna, brak konturu w partiach kolorowych — była dla europejskich malarzy końca XIX wieku objawieniem.

Kontekst historyczny

Japonia okresu Edo była krajem zamkniętym, ale w miastach rozwijała się żywa kultura mieszczańska. Drzeworyty były tanie i masowe — odpowiednik dzisiejszych plakatów.

Serię Trzydzieści sześć widoków Fudżi wydał Nishimura Yohachi około 1830–1832 roku. Sprzedała się na tyle dobrze, że dodrukowano dziesięć dodatkowych plansz — dlatego „trzydzieści sześć widoków” liczy w rzeczywistości czterdzieści sześć.

Góra Fudżi nie była wtedy przypadkowym tematem. Prężnie działały bractwa Fuji-kō, organizujące pielgrzymki na szczyt; wierzono, że góra kryje sekret nieśmiertelności. Seria trafiła w rynek pielgrzymkowy.

Kluczowa okazała się też technologia. Około 1829 roku do Japonii dotarł tani, importowany błękit pruski — pierwszy nowoczesny pigment syntetyczny. Był trwalszy i intensywniejszy niż japońskie barwniki roślinne, które blakły. Hokusai zbudował na nim całą serię. Bez tego importu nie byłoby ani tego nieba, ani Wielkiej Fali.

Na co zwrócić uwagę

Kolor góry. Zjawisko jest realne: późnym latem i wczesną jesienią, przy bezchmurnym niebie i po zejściu śniegu, wschodzące słońce barwi zbocze Fudżi na czerwono. Japończycy nazywają to aka-Fuji i uważają za dobry omen. Trwa kilkanaście minut.

Śnieg na szczycie. Resztki śniegu układają się w charakterystyczne, rozgałęzione smugi. To nie ornament — tak wygląda topniejąca pokrywa w żlebach.

Niebo. Przechodzi od nasyconego błękitu u góry do jasnego pasa przy horyzoncie. Ten efekt, zwany bokashi, drukarz uzyskiwał ręcznie, ścierając farbę z klocka wilgotną szmatką przed każdą odbitką. Każdy egzemplarz jest pod tym względem inny.

Chmury. Rząd drobnych, łuskowatych obłoków w górnej partii. Jedyny ruch w kompozycji i jedyna miara skali.

Las u podnóża. Ciemnozielony pas zbudowany z tysięcy drobnych plamek. Tu najlepiej widać różnicę między wczesną a późną odbitką — w późnych ten detal się zlewa.

Czego nie ma. Żadnych ludzi. W serii, w której prawie zawsze ktoś pracuje, łowi ryby albo idzie drogą, to wyjątek.

O Katsushice Hokusaiu

Hokusai urodził się w 1760 roku w Edo. Przez życie zmieniał nazwisko ponad trzydzieści razy i przeprowadzał się podobno dziewięćdziesiąt trzy razy — według anegdoty dlatego, że wolał się przenieść, niż posprzątać.

Serię widoków Fudżi zaczął po siedemdziesiątce. Miał już za sobą bankructwo, udar i porzucenie przez wnuka-hazardzistę, który roztrwonił jego pieniądze.

W posłowiu do jednej ze swoich książek napisał, że wszystko, co zrobił przed pięćdziesiątką, jest bez wartości; że w wieku siedemdziesięciu trzech lat zaczął pojmować budowę zwierząt i roślin; i że jeśli dożyje stu dziesięciu, każda kreska będzie żyła własnym życiem.

Zmarł w 1849 roku, mając osiemdziesiąt osiem lat. Ostatnie słowa, jakie mu przypisują: gdyby niebo dało mu jeszcze pięć lat, mógłby zostać prawdziwym malarzem.

Pozostawił około trzydziestu tysięcy prac.

Dziedzictwo i wpływ

Gdy japońskie drzeworyty trafiły do Europy po otwarciu Japonii w latach pięćdziesiątych XIX wieku, wywołały wstrząs. Ruch nazwano japonizmem.

Van Gogh kolekcjonował je i kopiował. Monet miał w Giverny ponad dwieście japońskich odbitek; wiszą tam do dziś. Degas przejął ucięte kadrowanie, Toulouse-Lautrec płaską plamę koloru w plakatach.

Wpływ na Hokusaia bywa jednak przesadzany w jednym punkcie. Europejczycy widzieli w tych pracach „egzotyczny minimalizm”, podczas gdy dla japońskiego odbiorcy był to produkt komercyjny, kupowany jak dziś pocztówka. Ta rozbieżność jest częścią historii japonizmu.

Dziś Czerwona Fudżi trafia na koszulki, kubki i tatuaże — tak jak Wielka Fala, choć rzadziej.

Gdzie zobaczyć

Ponieważ mowa o odbitkach, egzemplarze są rozproszone. Największe zbiory mają Metropolitan Museum w Nowym Jorku, British Museum, Art Institute of Chicago i Museum of Fine Arts w Bostonie. W Japonii — Muzeum Sumida Hokusai w Tokio.

W Polsce ukiyo-e można oglądać w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie, opartym na kolekcji Feliksa Jasieńskiego, oraz w Muzeum Narodowym w Krakowie, które przechowuje jej trzon.

  • Sprawdź, czy odbitka jest akurat wystawiona. Prace na papierze są wrażliwe na światło i pokazuje się je rotacyjnie, zwykle kilka tygodni raz na kilka lat. To najczęstszy powód rozczarowania.
  • Metropolitan i British Museum udostępniają skany w wysokiej rozdzielczości online, bezpłatnie. Przy drzeworycie to sensowna alternatywa — widać detal, którego zza szyby nie dostrzeżesz.
  • Jeśli zobaczysz dwie odbitki obok siebie, porównaj niebo. Różnice w bokashi są natychmiast widoczne.

Najczęściej zadawane pytania

Co znaczy tytuł Gaifū kaisei?

Gaifū to łagodny wiatr południowy, wiejący latem; kaisei — pogodne, bezchmurne niebo. Polski tytuł „Pomyślny wiatr, pogodny ranek” jest przyjęty w literaturze, choć „gaifū” odnosi się raczej do kierunku wiatru niż do pomyślności.

Dlaczego góra jest czerwona?

Bo naprawdę taka bywa. Zjawisko aka-Fuji występuje późnym latem i wczesną jesienią, gdy po zejściu śniegu wschodzące słońce oświetla nagie, wulkaniczne zbocze. Trwa kilkanaście minut i uchodzi w Japonii za dobry znak.

Gdzie jest oryginał?

Nie ma jednego. To drzeworyt odbity w setkach egzemplarzy z tych samych klocków. Odbitki znajdują się w muzeach na całym świecie i różnią się między sobą — wczesne są ciemniejsze i precyzyjniejsze, późniejsze jaśniejsze.

Czy to Hokusai wykonał ten drzeworyt?

Narysował wzór. Klocki wyciął rytownik, odbitki wykonał drukarz, a całość sfinansował wydawca. Ukiyo-e było pracą zespołową, w której nazwisko artysty firmowało efekt końcowy.

Czym różni się od „Wielkiej fali”?

Obie należą do tej samej serii. Fala jest ruchem, dramatem i zagrożeniem; Czerwona Fudżi bezruchem i spokojem. Na obu góra jest w tle, tylko raz maleńka, a raz wypełniająca kadr.

Ile kosztowała taka odbitka w czasach Hokusaia?

Tyle co miska makaronu soba — kilkanaście monów. To był towar masowy, nie dzieło kolekcjonerskie. Dzisiejsze ceny aukcyjne wczesnych odbitek sięgają setek tysięcy dolarów.

Jeśli Czerwona Fudżi Cię zainteresowała, poznaj „Wielką falę w Kanagawie” z tej samej serii — drugą stronę tej samej góry i tego samego eksperymentu z błękitem pruskim.

Zdjęcie: Gaifū kaisei (Czerwona Fudżi) – Katsushika Hokusai, ok. 1830–1832, z serii „Trzydzieści sześć widoków góry Fudżi”. Licencja: Public Domain. Źródło: Wikimedia Commons.

Podobne wpisy

  • Trzy współczesne piękności

    Te trzy kobiety nie mają podpisów, bo podpisywać ich nie było wolno. W 1793 roku szogunat zakazał umieszczania nazwisk kobiet na drzeworytach — uznano, że robi to z nich gwiazdy, a to demoralizuje. Utamaro obszedł zakaz: zidentyfikował je herbami rodzinnymi na kimonach. Mieszkańcy Edo rozpoznawali je natychmiast. Cenzor nie miał czego zakwestionować. Najważniejsze fakty Artysta:…

  • Melancholia I

    Napis na tej rycinie ma błąd ortograficzny. Dürer napisał MELENCOLIA, nie MELANCOLIA — przez „e” zamiast „a”. Nie wiadomo, czy to pomyłka, czy zamysł. Badacze próbowali odczytywać to jako anagram albo szyfr; jedna z hipotez głosi, że litera „I” nie jest cyfrą, lecz łacińskim trybem rozkazującym od „iść”: melencolia, i! — melancholio, odejdź. Najważniejsze fakty…

  • Kwitnący migdałowiec

    Obraz o narodzinach i nadziei powstał tuż przed najgorszym załamaniem, jakie Van Gogh przeszedł w Saint-Rémy. Skończył go w lutym 1890 roku. Kilka dni później zapadł się w kryzys trwający blisko dwa miesiące — nie mógł malować ani pisać listów. Płótno o początku życia jest ostatnią rzeczą, którą zdążył zrobić przed tą przerwą. Najważniejsze fakty…

  • Nagła ulewa nad mostem Shin-Ōhashi w Atake

    Van Gogh skopiował ten drzeworyt olejem na płótnie — i przy okazji popełnił błąd, który zdradza, jak niewiele wiedział o japońskim piśmie. Wokół swojej kopii namalował ramkę z japońskich znaków, przepisanych z zupełnie innych grafik, które miał w kolekcji. Nie znaczą nic sensownego. To fascynujący dowód na to, czym naprawdę był japonizm: zachwytem bez zrozumienia….

  • Lekcja tańca

    Te dziewczęta miały zwykle od siedmiu do czternastu lat i pochodziły z najuboższych rodzin Paryża. Nazywano je „szczurkami Opery”. Zarabiały grosze, ćwiczyły po kilkanaście godzin, a abonenci teatru mieli prawo wstępu za kulisy — i regularnie z niego korzystali. Mężczyzna w czarnym ubraniu stojący w tle na wielu obrazach Degasa to często właśnie taki abonent….

  • Wielka fala w Kanagawie

    Czy wiesz, że Wielka fala w Kanagawie – jeden z najbardziej rozpoznawalnych obrazów w historii sztuki – nie jest wcale obrazem? To drzeworyt, odbitka na papierze, stworzona w nakładzie tysięcy egzemplarzy i sprzedawana ongiś za cenę miseczki makaronu. Dziś pojedynczy oryginalny odcisk osiąga na aukcjach ceny sięgające milionów dolarów. Coś, co miało być tanim, codziennym…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *